czwartek, 23 lutego 2012
Deszczowo

Dziś na dworze jest tak deszczowo, tylko oczywiście nie tak zielono.
Gdy siedzę w fotelu biedny Tiuzdej koczuje za moimi plecami i nie przeszkadza mu niewygoda. Dzisiaj znowu zleciał z poręczy kanapy. Prosto na grzejnik. Mało, że filuje na poręczy, to jeszcze próbuje wchodzić na parapet i takie są tego skutki - potłuczona głowa :(


I ,,postowe", ale nie postne menu:
- kapusta pekińska, biały ser, śmietana, szczypiorek, sól, koperek, pietruszka, chleb.

- barszcz chłodnik: woda przegotowana, szczypiorek, śmietana, sól, pietruszka, koperek, ziemniaki, jajko sadzone.

- Surówka z kwaszonej kapusty: przepłukana i trochę wymoczona w zimnej wodzie kapusta, starta na tarce marchewka, pokrojona cebulka i szczypiorek, starte jabłko, olej, kucharek, cukier, koperek. Do ziemniaków .....itd.

Życzę, aby jak najszybciej nam zaświeciło !

środa, 22 lutego 2012
Moje kwiatki



Moje kwiatki
Kwiatki u mnie rosną sobie bezstresowo, czyli jak chcą i same sobie w większości radzą :)
Nie biegam koło nich, nie dogadzam, podlewam tylko i wyłącznie wodą.
I to wtedy, gdy mi się przypomni. Dzieje się tak dlatego, że nie przepadam,
aż tak za kwiatkami, ot tyle, o ile.
Nie stosuję żadnych nawozów, ani zabiegów.
I muszę przyznać, że od zawsze dobrze mi rosną :)
Jeszcze wszystkich nie pokazałam na zdjęciach :) Mam jeszcze trawkę. Mam taki kwiatek 6 w 1,
kiedyś dostałam, jako prezent i chyba z serca, bo sześć roślin rośnie
w idealnej symbiozie ze sobą.

Mam jeszcze taki, który podlew się raz na 3-4 tygodnie.
To prezent imieninowy od siostry, wiedziała jaki dać: ha, ha.....

Są jeszcze 2 -e gwiazdy betlejemskie, ale mają mało liści
i jeszcze trzy inne, ale nie wiem, jak się nazywają.
W ogóle nie mam głowy do nazw kwiatków, chyba że chodzi
o bardzo pospolite.

Taka ze mnie gospodyni :( Wolę zwierzęta :)
Moja siostra ma odwrotnie, przepada za kwiatkami, a nie lubi zwierząt.
Ile ona się z tymi kwiatkami nabiega, robi przy nich wiele zabiegów, nawozi,
podlewa wodą z jakąś odżywką, przesadza, przestawia, itd.
No cóż, każdy jest inny, nawet z bliskiej rodziny.
Ciekawostka
***************
Wiele lat temu miałam malutki, zielony kwiatek, który odżywiał się kurzem.
Czy znacie takie kwiatki ?
Podobny był do szparagusu ( nie wiem, czy dobrze napisałam). Nie był w ziemi, ani w wodzie, tylko stał u mnie w malutkiej buteleczce.
Posiadał w sobie pewnie jakiś chlorofil, był wiecznie zielony i brudził palce po dotknięciu.
Kurz, który na nim obsiadał przechodził tym chlorofilem i kwiatek stopniowo byłby większy, ale gdzieś mi się zapodział przy przeprowadzce 15 lat temu. Był prezentem od kogoś, ale dziś już nawet nie pamiętam, kto mi go dał. Gdybym pamiętała, to bym zapytała o niego.
Miłego dnia z "muzą", bo deszczowo :)

wtorek, 21 lutego 2012
To i jeszcze coś

Na dworze jeszcze jest śnieg, ale już dużo go ubyło i widać ziemię i czuć wiosnę.

Zainspirowana wiosennymi porządkami przez jedną z koleżanek blogowiczek, też postanowiłam coś tam zrobić i zaczęłam od okien. Potem poukładałam w kuchennym kredensie i posegregowałam przyprawy w koszyczkach koło kuchni.

W południe postanowiłam ugotować zupę marchwiankę, taką jaką kiedyś gotowała babcia Aniela.


W między czasie sprułam kamizelę, którą już prawie zrobiłam. Zniechęciłam się tym, że nie mogłam dopasować przy rękawach i przy szyi, ale mam już sto pomysłów na inną robotę.
Wczoraj zrobiłam znacznie mniej, bo miałam gościa. Pogadałyśmy od serca i sporo rzeczy się dowiedziałam, ale jak to w życiu przeważnie bywa, głównie niewesołych, tyle że one bezpośrednio mnie nie dotyczą.
Wczoraj i dzisiaj byłam również zajęta czytaniem w internecie wiadomości, które mnie zainteresowały. Dużo mam jeszcze do poczytania. Niczego innego nie mam czasu czytać. Gdy idę spać często mam nadzieję, że może na łóżku poczytam, ale trudno jeszcze coś czytać, kiedy kładę się po 24.
Moje yorki już czekają, kiedy usiądę w fotelu i będę oglądać telewizję, wtedy one będą na rękach, ale rzadko jest taka sytuacja, bo gdy siedzę i oglądam tv. przeważnie robię na szydełku i wtedy na nic ich podchody. A w ogóle, to muszę jeszcze ugotować obiadokolację. Dziś będzie makaron z sosem pomidorowym i mięsem z piersi kurczaka, które już ugotowałam.

Miłego wieczoru ! 
niedziela, 19 lutego 2012
Na okrągło
Jeszcze trochę i Tiuzdej na tej kanapie zapuści korzenie. Ciągle jest ciekawy świata i ludzi. Wszystko widzi i z każdym się wykłóca, nawet z duchami. Nikogo nie widać, a ten nadaje na cały regulator.

Niżej na zdjęciu faworki, które były u mamy. Zajechałam po Sumie do mamy, a tam jest jedna z ciotek i jeszcze ktoś z rodziny, a mama kończy gotowanie obiadu i oznajmia od progu, że nie uznaje wymówki, że nie zjem obiadu, bo u siebie będę gotować. Co było robić ? Dziś miałam dwa obiady. Najpierw u mamy: ziemniaki, kotlety schabowe z piersi kurczaka i przepyszne ogórki-korniszony. Mama sama robi, przepyszne. A na deser ciepłe jeszcze faworki, tylko drożdżowe. Uwielbiam drożdżowe ciasto.

Na dworze na plusie, a więc lekka chlapa pod nogami. Yorki rzadziej wychodzą, bo mokro, tylko Rambuś chodzi do woli.

A po powrocie gotowanie u siebie. Tym razem mielone, ziemniaki i dwie sałatki, obie z kapusty pekińskiej, tylko inne w smaku. Kotlety z patelni, bo czasem podsmażam i podduszam w garnku. Ten malutki kotlecik dla maluchów.
 

Jutro od nowa rozkładam warsztat szydełkowy. Nie muszę tego robić, ale tak lubię, że gdyby nie niedziela już dawno bym robiła. Niżej kamizela, którą zaczęłam robić i o której pisałam, czapki i chusta na ramiona, którą też już pokazywałam.


Kupiłam w ciucholandzie wrzosowy sweterek do sprucia. Wyprałam, wysuszyłam i szkoda mi pruć. Mimo, że kosztował 4 zł. jest w idealnym stanie, tylko ciut, ciut za wąski, ale gdybym odrobinkę schudła........, także jeszcze się namyślam, czy pruć.

Miłego wieczoru ! 
sobota, 18 lutego 2012
Boks, boks
Męska część dziś cały dzień mówiła o boksie. Nareszcie mają swój program, bo właśnie się zaczyna. Ja nie lubię boksu i uważam, że sport nie powinien, aż tak szkodzić zdrowiu, jak boks. Co im po pieniądzach, jak stracą zdrowie. Szkoda też wykształcenia, przecież Ukraińcy bracia Kliczko, to najbardziej wykształceni bokserzy na świecie. Ale, jak chcą......
Mój mały bokser po obcięciu chowa się pod kołdrę, pewnie mu zimno.

A ja zakończyłam swój zimowy szal na ramiona i dziś jeszcze zrobiłam połowę kamizeli. Robię ją z włóczki brązowo-czarnej. Brązową miałam podobnie, jak i czarną z odzysku. Z tym, że czarną przyniosłam z powrotem od mamy, bo nie bardzo mi się podobała kamizela, którą mama zaczęła na drutach. Zrobię sama na szydełku, tylko już dokończę po niedzieli, bo jutro święto.

Dobrej nocy ! 
Obcięty

Tak syn obstrzygł nożycami Tiuzdejka. Jaki on teraz chudy ?
Ale czemu taki chudy ?
Jeść im daję trzy razy dziennie, jedzą same dobre rzeczy, bo byle czego nawet nie tkną.
Mikaduchna je mniej, ale Tiuzdej je dużo. Robaków raczej nie mają.
Nie wiem, co może być !?
Na poprawę humoru :)


Pisk
W łazience od rana pisk. Młodszy syn postanowił dziś pierwszy raz mnie wyręczyć i obcina Tiuzdejka. Nie zaglądam tam, tylko słyszę co raz pisk, mam nadzieję, że go nie pokaleczy. Ale idzie tam ostra walka, bo słyszę, jak syn się wygraża, że: ,,jak mnie ugryziesz, to zobaczysz".

Mikadusię będę musiała obciąć sama, tylko dobrze byłoby, gdyby ktoś ją przytrzymał. Mam zamiar namówić syna. Ona ma taką delikatną skórkę, że bardzo trzeba uważać.

piątek, 17 lutego 2012
Nocne rozmyślanie
,, Im więcej w nas mądrości,
tym mniej mściwości "
Im więcej w nas mądrości, tym bardziej rozumiemy siebie :)
Im więcej w nas mądrości, tym bardziej rozumiemy drugiego człowieka :)
A to pozwala: wybaczać, nie pamiętać, zrozumieć :)

Byłam w trasie
Byłam dziś od rana w trasie, ale takiej bardziej dla przyjemności, niż konieczności. Chociaż konieczności też było ciut. Jak chcę, to jestem szybka, po powrocie w przeciągu 30 minut ugotowałam zupę i już przed 13 zjedliśmy. Zupa pod moją nazwą roboczą brzmi: ,,marchwianka warzywno-ryżowa.

Jest bardzo smaczna i pożywna, oraz łatwa i szybka w przygotowaniu. Do gotującej wody dodałam: pokrojoną kapustę pekińską, pokrojoną cebulę, czosnek, startą na tarce marchewkę, pietruszkę, seler. Potem koncentrat pomidorowy, trochę śmietany, olej, ryż. Do smaku: kucharek, pieprz, majeranek, pietruszkę z torebki, koperek z torebki, bazylię , zioła prowansalskie i trochę przyprawy do zup z butelki.
A wczoraj ,,wykańczaliśmy" pyzy i ,,niby gołąbki", tylko wszystko odsmażane, niestety.

A za oknem zima, śniegu dopadało, mrozu w nocy było -12, ale teraz jest mniej. Na zdjęciu Sonia i Bruno pomagają w odśnieżaniu.

Ptaszki biedne szukają pożywienia, ale kładziemy ciągle, tak co drugi dzień chleb do karmnika. Miały też skórkę ze słoniny. Dziś mąż tamtą wyrzuci, a zawiesi następną, bo kupił słoninę na usmażenie.


czwartek, 16 lutego 2012
Leń
Jestem leń. Dzisiaj ,,tłusty czwartek", a mnie po prostu nie chce się smażyć pączków. Wiecie, co zrobiłam, kupiłam rano w sklepie 15 sztuk. Trochę lenistwo, a trochę wyrachowanie, bo jak sobie wyliczyłam ile kosztują produkty, a szczególnie olej, to zrezygnowałam z pieczenia. Ale przyznam szczerze, że trochę nie chciało mi się sprzątać potem tego bałaganu. Wszędzie mąka, psy roznoszą, bo drepczą koło mnie i śledzą każdy ruch, a tam.
A te zaraz zjem ! :)

Za to wczorajsza kolacja była super: pyzy, mielone i sałatka z pekińskiej kapusty.

Dziś na wieczór będzie rosół z piersi kurczaka, do ziemniaków, bo tak woli większość rodziny.
A teraz idę kończyć zimowy szal na ramiona.

Bez potrzeby
Media przesadzają. Wydarzyła się tragedia w Sosnowcu, o której wszyscy wiemy. Rzeczywiście tragedia, to nie podlega dyskusji. Prawdy dojść mają odpowiednie organy, a media podać do wiadomości ogółu. Zgoda. Tak, jak podane było, że 60-letnia babcia zabiła trzydziestoparoletnią córkę i 14-letnią wnuczkę. Ale w przypadku Sosnowca media rozdmuchały za dużo, uważam. Bez ustanku i nie chodzi mi o biedne dziecko, ale o szczegóły dotyczące życia rodziców. I podają: K. wyjdzie, K. wyszła w asyście policji, K. będzie ochrona, itd. Kreują Panią K. na gwiazdę. I aż się prosi, żeby coś znowu wywinąć i być na fali. Była tragedia, niech sąd rozsądzi, a reszta ? Kogo to obchodzi, żeby cały czas traktować po królewsku i na okrągło jeden temat. A tragedii tyle w koło.
środa, 15 lutego 2012
Równe, nierówne
Odbył się dziś pogrzeb małej dziewczynki z Sosnowca.
Ale nie o tym chcę pisać, tylko o czymś w kontekście tego wydarzenia.
Czytałam dziś w internecie wypowiedz jednej ze starszych, znanych Polek,
która to Pani, o podobne tragedie, jak ta w Sosnowcu oskarża,
czy winni Kościół Katolicki. Pokładając w nim winę za to,
że sprzeciwia się, zabrania aborcji. Bo gdyby była aborcja, to wg. tej Pani
nie dochodziłoby do tragedii.
Tylko nie wiem skąd ta Pani jest tego pewna, że rodzice ci dokonaliby aborcji.
A ja pytam:
- jaka jest różnica dla życia - aborcja, czy zabicie po porodzie ?
Ja nie widzę żadnej. I tu i tu śmierć.
Tylko przy aborcji śmierć szybsza wiekowo i bezkarna.
A po porodzie odwleczona w czasie i istniejące widmo kary.
W tym jest różnica.
Ale nie w kwestii ,,życie"i ,,śmierć"
Czy się komuś podoba, czy nie -aborcja-to zbrodnia.
Zbrodnia wykonana na najbardziej bezbronnej osobie.
Żyjącemu już dziecku, przy odrobinie szczęścia może jeszcze
ktoś pomóc, ktoś kto stanie na jego drodze życia i drodze jego rodziców.
Ale dziecko nienarodzone ma mniejsze szanse, bo niejednokrotnie
nikt, albo mało kto, wie o ciąży.
Dlatego płód jest najbardziej bezbronny, najbardziej !

Zima
O 6 rano wstałam wypuścić na dwór yorki, jak zwykle dosłownie na minutę. Nawet nie zwróciłam uwago, jak jest na dworze, nie spoglądałam w okno, bo człowiek jeszcze zaspany. Otwieram drzwi wyjściowe od sieni, a tam wieje i pada drobny śnieg. Mikadusia wcale nie chciała wyjść z sieni, Rambo z kotłowni też nie chciał wychodzić, tylko Tiuzdej pobiegł, jak szalony, jak zwykle. Ale zaraz go zawołałam.


I ptaszki wyglądają jedzenia !
 
wtorek, 14 lutego 2012
Zadanie równania
Istnieje takie powiedzenie, czy rada:
,, W życiu trzeba równać w górę,
nigdy w dół."
Pewnie dla każdego będzie ono znaczyć co innego.
Jesteśmy przecież różni.
Zastanawiam się, co ono znaczy ?
Myślę i myślę, ale wcale nie jest to łatwe pytanie.
I zadanie też nie jest łatwe.

Zamiast czekoladek
Z racji Walentynek mąż nie kupił mi żadnych słodkości, ja jemu też nie, ale stara się, jak może :)
Na śniadanie zrobił jajecznicę na boczku z duszoną cebulką i herbatę :)
A przed chwilą odgrzał bigos i podał mi z chlebem razowym
i kompotem wiśniowym :)
Oczywiście sobie też szykował.
Ale kolację, to już pewnie ja będę gotować.
Nie ma co przeginać. W końcu, to nie dzień kobiet.

poniedziałek, 13 lutego 2012
14. II. WALENTYNKI

Serduszka dla Was.

WALENTYNKI

Cały dzień
Cały dzień miałam zajęcie przy włóczce. Czas tak szybko leciał, jak szalony. Miałam jeszcze całą reklamówkę czarnej, miękkiej włóczki, ale mama która dziś u mnie była uparła się, żeby jej dać, to ona mi zrobi długą do kolan kamizelę, na drutach, więc jej dałam.

Nawet kolacja była z odzysku, usmażyłam tylko kotlety, a ziemniaki i sałatka wczorajsze, bo zostały, no i groszek jeszcze dzisiejszy.


Przed wieczorem zmarzłam. Wypuściłam Tiuzdejka na dwór, a ten nie chciał wracać. Dopiero Rambuś z ledwością go przyprowadził - za głowę, mądry piesek. A ten wyczuł, że będzie rozmowa i od razu za kanapę, a potem mi przeszło i nie było rozmowy.



A wieczorem grzecznie pilnował sennej Mikadusi.

Trzymajcie się ! 
niedziela, 12 lutego 2012
Musiał zabawiać
Mąż musiał dziś zabawiać yorki. Usadowiły się jak zwykle Mikadusia pod szyją na tz. ,,szaliczku", a Tiuzdej na kolanach.

Mikaduchna jeszcze leży na ramieniu u pana, który ogląda film, a Tiuzdej już od godziny śpi. Tylko mało, że w dzień podsiada mnie w fotelu, gdy tylko wyjdę, to jeszcze w nocy zajmuje moje miejsce na łóżku. I z jakim zdziwieniem i wyrzutem patrzy, gdy się go wyprasza.

Mimo przeziębienia musiałam być dziś na nogach, bo syn zaprosił mi dwie osoby z rodziny i po fakcie pyta, czy dobrze zrobił ? Myślałam, że po obiedzie wejdę sobie pod koc i poleżę, pooglądam tv. może poczytam, albo sobie pośpię, a tu trzeba gadać i biegać. Ale jakoś dziwnym sposobem gardło mniej bolało, dopiero teraz zaczyna.
Dziś na obiad było dużo różnej kapusty: włoskiej i pekińskiej. Potraw było dużo, ale trochę takie, jak u nas się mówi: ,,ni w pięć, ni w dziesięć." Chyba przeziębienie tak na mnie działało. Pierwszego dania nie było wcale, za to drugie było w paru wydaniach: bigos wczorajszy, mielone, niby gołąbki z kapustą pekińską, sałatka z marchwi i ziemniaki.



Ale teraz na prawdę idę już spać.

Zimno !
Zima, mróz ! Dopadła mnie grypa, ból gardła i ciągłe uczucie zimna.
Dlatego krótka przerwa w blogowaniu.
Miłej niedzieli !

sobota, 11 lutego 2012
Takie powiedzenie
Fajne powiedzenie :)
,, Wszystko dobre,
co się dobrze kończy "

piątek, 10 lutego 2012
Weekendowo
Siedzę sobie sama i mam prawie cały dom do dyspozycji. Prawie cały, bo w małym pokoju siedzą moi mężczyźni i hazardują. Zaczął się weekend, zima na wsi, telewizor i internet już im się znudził, więc po kolacji postanowili we trzech zagrać w tysiąca. Mikadusia leży koło nich, a Tiuzdej bacznie pilnuje, żeby który nie szachrował.

Dzisiaj przy piątku menu skromne. W dzień cebularze smażone na patelni z keczupem, a na wieczór frytki z mlekiem. Frytki jadamy również: z keczupem, z sosem czosnkowo-ziołowym, z sosem pomidorowym, ze śmietaną, z zsiadłym mlekiem, jajkiem sadzonym i surówką, kotletami i sałatkami, chłodnikiem. Do wyboru. Mój wybór dziś padł na mleko, ale innych nie.

Robię kolejną czapkę, będzie też i komin do niej.

Na koniec jeszcze - rozbrykane na podwórku owczarki niemieckie: Sonia i Bruno. Wypuszczone z małego podwórka na duże podwórko, po prostu szaleją, można by rzec, że fruwają w powietrzu.


czwartek, 09 lutego 2012
Gąbka, czy lustro ?
Przeczytałam gdzieś na blogu trafne określenie, że: ,, W życiu jesteśmy,
jak gąbka, albo jak lustro."
Ja dodałabym jeszcze coś po środku, np. sukno, czy materiał.
Siebie bezwarunkowo zaliczyłabym do gąbki, niestety :(
Dlatego niestety, bo gąbka wydaje mi się najgorszym wyjściem :(
Często niepotrzebnie w gąbkę wsiąka wszystko :(
Łatwiej ma osobowość, która jest lustrem.
Ale jeszcze lepiej moim zdaniem być po środku :)
I to nie dlatego piszę, że sama zaproponowałam ,,to po środku."
Tylko dlatego, bo środek kojarzy mi się z jakąś równowagą :)
Bo w życiu odrobinę trzeba być gąbką i odrobinę lustrem.
Tak mi się wydaje.

Włóczkoprucie
Mam zajęcie. Nie jest to praca konieczna
do wykonania. Wykonuję ją dla przyjemności.
Odzyskuję włóczkę ze swetrów. Przy takiej pracy odpoczywam
i odprężam się. Szkoda tylko, że wszędzie leży ciągle dużo nitek
i trzeba wciąż odkurzać, tak ze dwa razy dziennie.

Za moimi plecami leżą pieski i bacznie obserwują każdy mój ruch.
Tiuzdej czatuje na miejsce w fotelu.
Gdy tylko z niego wstanę, natychmiast mnie podsiada.

Wczoraj zrobiłam drugą czapkę. Chociaż czapek mam kilka
sklepowych, ale frajdą jest zrobienie czegoś samemu.

Mam już dwie reklamówki kłębków z czterech swetrów.
I to jeszcze nie koniec. Tylko nie mam pomysłu, co będę z nich robić.
Czapek już nie, szaliki mam różne, też kupcze i jeden biały robiony.
Więc nie ma potrzeby robić i składać.
Chustkę na ramiona zrobiłam, tak jak i ponczo.
Skłaniam się ku chodnikom. Kilka zrobiłam wcześniej i zdają dobrze
egzamin. I wprowadzają taki trochę rustykalny styl.
Więc może chodniki, albo narzuta na kanapę.
U mnie potrzeba dużo narzut, ze względu na stałą obecność w domu piesków.
Oni dziękują
Na moim blogu umieściłam dwa banerki charytatywne:
Pajacyk i Pusta Miska.
Jeżeli mogę pomóc ja, jeżeli możecie Państwo pomóc,
to dlaczego nie.
Wystarczy kliknąć w reklamę i drugi raz kliknąć w środku,
aby nakarmić.



środa, 08 lutego 2012
Sens życia

Czasem rozmyślam nad sensem życia.
Czy sens życia sami sobie określamy ?
Niby sami, ale..........
Na to określenie sensu składają się nasze priorytety życiowe,
oraz różne sytuacje życiowe.
Tylko powiedziałabym, że jest taka różnica między nimi,
że priorytety, które będą sensem naszego życia sami sobie określamy,
( kariera zawodowa, rodzina, rozwój osobisty, itd.)
A różne sytuacje życiowe nadają sens naszemu życiu, jak gdyby bez naszego udziału.
( np. dożywotnia opieka nad chorym dzieckiem, itd.)
Pierwsze są sensem naszego życia,
a drugie nadają sens naszemu życiu.
Tak ja to widzę, ale inni mogą uważać inaczej.
|
|